Katarzyna Mrówczyna, czyli czarownica, diabeł, stos i Kaszuby

Strona główna » Katarzyna Mrówczyna, czyli czarownica, diabeł, stos i Kaszuby

Dowody winy Katarzyny Mrówczyny były absolutnie przekonujące dla zebranej w kaszubskim Staniszewie gawiedzi, duchownych i urzędników. Wszyscy nie posiadali się z oburzenia. „Na stos” – krzyczano. Był 1 sierpnia 1695 roku. Bo przecież pasterka sama się przyznała do obcowania z diabłami.

Dowody winy

Zanim to jednak nastąpiło, zeznawali świadkowie. Dziś wiemy o tym z zachowanych akt procesu.

Pewnego dnia Katarzyna przyszła do Wojciecha Złocha ze Staniszewa po jałmużnę. Gospodarz przegonił kobietę słowami: „was diabli noszą tak często”. Zaraz potem pięć krów mu zaniemogło a wół złamał nogę. Żona Krystiana Stacha, młynarza spod Mirachowa, dała Katarzynie jałmużnę bo się jej obawiała („napotym iaki szkody”). Dała, a mimo to krowa w gospodarstwie zaniemogła.

Ludzie gadali. Tomasz Browarczyk z Głusina zeznał, że jedna kobieta, niejaka „Planetarka”, w tajemnicy powiedziała mu o oskarżonej Mrówczynie: „ma mieć pięć diabłów albo czartów przy sobie”. Obciążyły ją również inne czarownice zanim je spalono na stosach – na mękach, na przykład przed sześciu laty w nieodległych Niepoczołowicach. W tym samym, 1695 roku, w Pobłociu odbywał się podobny proces. Tamtejsza czarownica również miała wskazać na Katarzyne Mrówczynę.

Niewinna?

Oskarżona była uboga pasterką, bez męża, bez rodziny.

Kilkakrotnie powtarzała: „Ia niewinnam. Chcecie mnie pławić y to możecie, Czyncie zemną co chcecie”.

Zaprzeczała, że ma diabła przy sobie, próbowała wytłumaczyć, że ludzie „ze złości przeciwko niey udawaią, iż jest czarownica”.

Wreszcie postanowiła przyznać się częściowo, a jednocześnie ratować skórę. Wyznała, że czarownica zwana Szelką, którą spalono sześc lat wcześniej w Niepoczołowicach, dała jej zgrzebło do przędzenia, w którym była drzazga. Mogła przez owo „drewienko”, od tej czarownicy „czego dostacz, ale nie wie o tym”. Tak zapisano jej słowa.

Pławienie, o którym wspomina Katarzyna Mrówczyna – czyli wrzucanie oskarżonej do wody (jeśli utrzymuje się na powierzchni, niezbity dowód, że jest czarownicą) było często stosowane. Ale dla pasterki ze Staniszewa przewidziano inne metody dochodzenia prawdy. Tak zwane „pociąganie”.

Metody śledcze

Polegało ono na tym, że nieszczęsnej kobiecie wykręcono ręce i za pomocą specjalnych bloków rozciągano ciało, pod które również podkładano wałki nabite ostro zakończonymi kołkami. Nie wiemy, czy w przypadku Katarzyny skończyło się na rozciąganiu, czy też – jak w innych przypadkach z Kaszub z tego okresu, założono jej hiszpańskie buty. To takie żelazne formy z kolcami w kształcie butów, które zakładano na stopy. Specjalnie zamontowane śruby miażdżyły je, jakby w imadle. Do tortur powszechnie wówczas stosowanych w okolicy, podczas innych procesów czarownic, należało też „zwykłe” przypalanie.

Jak można się spodziewać, Mrówczyna szybko zaczęła mówić. Najpierw obciążyła zeznaniami siebie, potem także innych mieszkańców okolicznych wsi.

Marcin w grzebieniu, Michał pod pachą

Przyznała się, że jest czarownicą, że w zgrzeble od Szelki otrzymała diabła Marcina, który dokonał obrzędu inicjacji – swego rodzaju „chrztu” w jeziorze Niepoczołowickim. Wtedy wyrzekła się Boga i Najświętszej Panny.

Na tym zakończył się pierwszy dzień tortur. „Śledczy” odnieśli pierwsze sukcesy, jednak nie zamierzali na tym zakończyć.

29 lipca 1695 roku Katarzyna Mrówczyna przyznała się, że z duchem Marcinem „w łóżku legała”. To nie wszystko – zeznała, że spod pachy wyleciał jej drugi diabeł – Michał. Z nim także sypiała. Skąd go miała? Niejaka Urszula z Zakrzewa przekazała jej go w maśle. A poza tym powiedziała że: Kielińska ze Staniszewa też jest czarownicą, że na podczas ostatniego sabatu na górze koło Linii było 15 osób, m. in. Annusza Kamińska z Linii i Wosykowa, córka leśniczego. Wskazywała kolejne czarownice i czarowników: Jagnę Kleszkę z Głusina  i Trudę Okroykę z  Linii, owczarza Jurka z Bukowiny i parobka Kubę Czypę. Dwaj ostatni mieli przygrywać diabłom i czarownicom na wspomnianym sabacie.

Boga obraziła…

Na skutek „zabiegów” śledczych uszły z niej obydwa diabły – Marcin i Michał. Teraz Katarzyna Mrówczyna gotowa już była na wyrok. Wydano go 1 sierpnia 1695 roku, kobieta została uznana winną.

„Sama się przyznawa y potwierdza, Iż przez Swoie Diabelskie Sprawy y umiejętności, iako z iego nadchnienia te dopiero przeczytane złości y zbrodnie zpełniła iako się zaprzała  Najwyzszego Boskiego Imienia z temi Duchami się związawszy conwersowała przez co przeciwko Bogu Stwórcy Swemu y przeciwko Przykazaniu  iego, iako y przeciwko miłości Bliźniego Swego Sobie postępowała przez co grubo i cięszko zgrzeszyła y Boga Obraziła. (…) ma być z tego życia do Śmierci z Ogniem tracona y zgładzona, y na popiół spalona, iako w Ziemi Pruski Prawo y zwyczay iest, a to według Prawa.”

Wkrótce potem ułożono we wsi stos…

Panny ze Staniszewa

Dzisiaj Staniszewo to niczym nie wyróżniająca się wieś w powiecie kartuskim. Jednak przez wieki miała złą opinię. Panny ze Staniszewa miały problem ze znalezieniem kawalera. Nikt nie chciał brać za zonę dziewczyny z miejscowości, o której wiadomo było, że jest wsią czarownic. Wedle legendy w okolicach regularnie odbywały się sabaty, aż w końcu w sąsiednim Sianowie wybudowano kościół. Spoczęła w nim słynąca cudami figura Matki Boskiej Sianowskiej – Królowej Kaszub. W ten sposób w końcu udało się zaradzić diabelskim praktykom.

Na Kaszubach znajduje się wiele miejsc związanych z dawnymi przekonaniami o praktykowaniu czarnej magii. Poszczególne wzniesienia noszą nazwy: „Łysa Góra”, „Łyska” czy „Sobótka”. Komuś, kto chciałby wyruszyć śladem kaszubskich czarownic, można polecić dwa takie miejsca.

Łyska i bunkry

Łyska albo Łysa Góra k. Gostomia (powiat kościerski). Tu odbywały się sabaty, a czarownice i diabły nieprzypadkowo wybrały sobie akurat to wzniesienie. Tu w czasach przedchrześcijańskich miała się znajdować słowiańska świątynia. Dlatego na jej zboczach nie rosły żadne drzewa. Zły czar najprawdopodobniej minął, gdyż dzisiaj Łyska porośnięta jest młodymi sosnami. Aleksander Majkowski w swoim dziele „Życie i przygody Remusa” umieścił w tym miejscu scenę finałową powieści – obrzęd ścinania kani, z diabłem Smętkiem w roli głównej. Warto więc sięgnąć do tej książki – najwybitniejszego dzieła literatury kaszubskiej (wydanego również w języku polskim) przed wycieczką. W 1935 roku założono tu Pomorską Szkołę Szybowcową. Po wojnie adepci sztuki latania trenowali tu do 1950 roku. Wówczas miejsce to zostało zajęte przez wojsko. Żołnierze wyprowadzili się z Łyski pod koniec lat dziewięćdziesiątych. Do dziś pozostały po nich betonowe podziemne pomieszczenia – czyli „bunkry”.

Dojazd: Należy zaparkować we wsi Gostomie, i… Najlepiej zapytać miejscowych o drogę na Łyskę, do bunkrów. Spacer (góra znajduje się na północ od wsi) zajmie nam około pół godziny w jedną stronę. Z samego szczytu nie rozpościera się widok (zarośnięty jest lasem), jednak sama droga na szczyt jest bardzo malownicza, widzimy z niej okoliczne pola uprawne.

Sobótka i wiatrak

Sobótka k. Ręboszewa (powiat kartuski). O magicznej przeszłości szczytu góry, z czarownicami w rolach głównych, ma świadczyć głównie jej nazwa. Miejsce to warto odwiedzić z dwóch powodów. Po pierwsze – rozpościera się stąd wspaniały widok, tak typowy dla Szwajcarii Kaszubskiej: jezioro rynnowe (Brodno Małe), a wokół niego wzgórza. Drugim powodem jest stojący na szczycie wiatrak (rekonstrukcja koźlaka), w którym w sezonie letnim serwowana jest kawa i herbata. Wewnątrz wiatraka znajdują się miejsca noclegowe – luksusowe i „na sienniku”.

Dojazd: we wsi Ręboszewo skręcamy na Chmielno i po dwustu metrach dostrzegamy tablice informacyjna kierującą do wiatraka. Pod sam obiekt można podjechać samochodem.

Oceń artykuł
Sending
User Review
0 (0 votes)
By |2018-04-19T14:00:25+00:00Kwiecień 19th, 2018|Categories: blog, ciekawostki|

About the Author:

Rocznik 82. Z wykształcenia stomatolog. Mieszkaniec Katowic. Pasjonat fotografii i internetu. Kiedyś projekt odkryjslaskie.org obecnie głównie 1001miejsc.pl Zawodowo związany z myclinic.pl