Koronacja królewska w średniowiecznej Polsce była wydarzeniem o ogromnym znaczeniu ideowym i politycznym. Celebracja tego wydarzenia stanowiła nie tylko wielkie święto, ale miała wymiar wręcz mistyczny. Każdy element koronacji posiadał głęboką symbolikę, która z jednej strony podkreślała doniosłą rolę władcy wobec Boga i historii, z drugiej zaś strony małość każdego człowieka, nawet władcy, wobec potęgi Boga uważanego za jedynego prawdziwego króla.

Od czasów Władysława Łokietka, który zjednoczył Polskę po okresie rozbicia dzielnicowego, wszystkie koronacje królów polskich odbywały się na Wawelu. Jedynie koronacje Stanisława Leszczyńskiego i Stanisława Augusta Poniatowskiego odbyły się w warszawskiej kolegiacie św. Jana Chrzciciela.

W zachowanych ceremoniałach koronacyjnych, sporządzonych na potrzeby polskich królów, historycy odnajdują szereg zapożyczeń z ceremoniałów zagranicznych, z czasem jednak zaczęło pojawiać się coraz więcej elementów typowo polskich.

Władysław Łokietek na skałach w Ojcowie, obraz Wojciecha Gersona

WŁADYSŁAW ŁOKIETEK NA SKAŁACH W OJCOWIE  (Wojciech Gerson)

Cały obrzęd koronacyjny trwał w Polsce zazwyczaj kilka dni. Jeżeli kandydat na króla nie rezydował w Krakowie (co miało miejsce po przeniesieniu stolicy do Warszawy), to pierwszego dnia wjeżdżał do miasta w ceremonialnym orszaku. Wkroczenie przyszłego króla i powitanie przez mieszkańców przygotowane było z wielkim rozmachem i odbywało się przy dźwiękach radosnej muzyki. Jak pisał Maciej Stryjkowski relacjonując wjazd Henryka Walezego do Krakowa w roku 1574:

Trąby i surmy brzmiały (że świat drży) z bębnami, ci w trąby, drudzy w bębny jak grom kołatali, tarantatara wszędzie brzmi, a echo krzyczy. Wnet też miejscy puszkarze działa wypróżniali, gromy, aże ziemia drży srogo powtarzali, z prochów dym, płomień straszny, trąby z wież i murów krzyczą, ludzie wołają jak w karczmie u gburów, a gdy w rynek wjechali i słuch zagłuszyły trąby, bębny, i działa zewsząd grom puściły, a na bramie postawionej u wylotu ul. Grodzkiej na wierzchu trębacze urząd swój wypełniają, aże serce skacze.

Kolejny dzień, zazwyczaj piątek, przeznaczony był na oficjalny pochówek poprzedniego władcy w katedrze wawelskiej. Czasami zdarzało się, że ciało zmarłego oczekiwało na ten moment przez kilka miesięcy, a nawet przez parę lat.

Sobota poświęcona była procesji na Skałkę. Przyszli królowie Polski odbywali procesję z Wawelu do kościoła św. Stanisława na Skałce, czyli w miejsce, gdzie z ręki Bolesława Śmiałego – jak wierzono – miał zginąć biskup Stanisław, późniejszy święty, a zarazem patron diecezji krakowskiej. Potem wracano do katedry wawelskiej, gdzie złożone były relikwie męczennika. Procesja taka miała być prośbą o wybaczenie za zbrodnię Bolesława, a przede wszystkim symbolicznym oddaniem się nowego władcy pod opiekę świętego patrona.

W niedzielę w katedrze na Wawelu odbywała się właściwa koronacja, po której zazwyczaj następowała uczta, niekiedy połączona z tańcami lub występami teatralno-muzycznymi. Rankiem król budzony był przez prymasa. Było to symboliczne przebudzenie do nowego, królewskiego życia. Ubierał szaty koronacyjne, bardzo podobne do szat biskupich, co podkreślało wyjątkową więź króla z Bogiem i jednocześnie jego odpowiedzialność za zbawienie wszystkich poddanych. Przybywszy w dostojnej procesji na Wawel, król klęcząc składał uroczystą przysięgę, w której zobowiązywał się rządzić sprawiedliwie, zapewniać wolność Kościołowi i bronić królestwa, po czym prymas zapytywał wszystkich zebranych, czy chcą służyć królowi, a oni wyrażali swoją zgodę tradycyjnym zawołaniem: radzi, radzi, radzi!

Następnie, w otoczeniu dwóch biskupów, prymas dokonywał pomazania klęczącego przed ołtarzem króla, namaszczając świętymi olejami jego głowę, piersi, plecy i ramiona. Potem podawał mu miecz, którym król ciął trzykrotnie powietrze czyniąc znak krzyża.
W istocie w średniowieczu uważano koronację królewską za osobny sakrament, tak jak dziś małżeństwo czy kapłaństwo. Rola króla była wyjątkowa, dlatego potrzebował specjalnego wsparcia od Boga w wypełnianiu swojej misji.

Wreszcie prymas, czyli arcybiskup gnieźnieński, wciąż w asyście dwóch innych biskupów, nakładał królowi na głowę koronę, a także wręczał berło i jabłko. Odprawiano teraz uroczystą mszę świętą, po której prymas prowadził króla do tronu, wypowiadając słowa: stań i dzierż odtąd to miejsce. Następnie przekazywał mu pocałunek pokoju i intonował hymn dziękczynny Te Deum laudamus Ciebie Boga Wysławiamy. Po odśpiewaniu Te Deum król dokonywał pasowania na rycerzy i – jeśli był żonaty – według odrębnego ceremoniału koronowano królową.

Koronacja Jana Kazimierza

Koronacja JANA KAZIMIERZA

W poniedziałek nowo obrany król udawał się na krakowski Rynek, gdzie spotykał się z zebranym ludem, dla którego na koszt nowego władcy przygotowywano liczne atrakcje, np. pokaz sztucznych ogni.

Oceń artykuł
Sending
User Review
0 (0 votes)