Miasto Ząbkowice Śląskie liczy około osiemnastu tysięcy mieszkańców i położone jest przy ruchliwej drodze krajowej numer 8. Będąc w mieście, wystarczy skierować się na ulicę Ziębicką i podążać drogą wojewódzką numer 385, aby trafić, po 18 kilometrach trasy, do dziewięciotysięcznych Ziębic. Obydwa miasta leżą na terenie powiatu ząbkowickiego, w ładnej i spokojnej okolicy, nieopodal Srebrnej Góry i Barda. Łączy je jednak coś więcej – każda z nich w swojej historii miała do czynienia z okropnymi zbrodniami, które odbiły się na okolicznej społeczności.

Civitas Frankenstein

Pierwsza pisemna wzmianka o mieście Frankenstein, czyli współczesnych Ząbkowicach Śląskich,  pojawiła się w 1287 roku. Położone na trasie Wrocław-Praga oraz Nysa-Świdnica miasto swoją nazwę wzięło od połączenia nazw miejscowości Frenkenberg (obecny Przyłęk) i Löwenstein (obecna wieś Koziniec), gdyż nowe miasto zostało wzniesione dokładnie pomiędzy nimi. Od początku Frankenstein cieszyło się różnymi przywilejami i bez problemów mogło się rozwijać.

Nazwa, którą miasto nosiło do 1945 roku, kojarzona jest z książką”Frankenstein, czyli współczesny Prometeusz” autorstwa Mary Shelley z 1818 roku. Czy autorka tej gotyckiej powieści grozy mogła, przy tworzeniu historii doktora ożywiającego zmarłych, inspirować się miastem położonym na Dolnym Śląsku? Wiele na to wskazuje, gdyż miasto Frankenstein było miejscem nie mniej makabrycznych wydarzeń.

Afera grabarzy z Frankenstein

W 1606 roku w mieście wybuchła epidemia zarazy, większość źródeł mówi o dżumie, chociaż sugeruje się także, że mogła to być cholera. O ile pojawienie się samej choroby nie było niczym dziwnym, to jej skala była powalająca i w ciągu dziewięciu miesięcy zmarła prawie ⅓ mieszkańców, a epidemia rozprzestrzeniała się także na okoliczne miejscowości. W związku ze sprawą aresztowano początkowo dwóch grabarzy – Wacław Förster i Jerzy Freidiger zostali wydani przez pomocnika tego pierwszego. Początkowo komisja zajmująca się sprawą nie wierzyła doniesieniom o czarach i celowym roznoszeniu choroby, ale w domu jednego z ujętych znaleziono proszek, przygotowany prawdopodobnie z ludzkich szczątek. W krótkim czasie aresztowano inne osoby związane ze sprawą, łącznie pięciu mężczyzn i trzy kobiety. Jak działali? Trujący proszek, powodujący chorobę, był rozsypywany na ulicach. Oskarżeni przygotowywali także miksturę z proszku i tłuszczu kotów (co wyjaśniało nagłe zmniejszenie się populacji tych czworonogów w mieście), a nocą chodzili od drzwi do drzwi, smarując nią klamki i kołatki.

Podczas śledztwa grabarze z Frankenstein przyznali się do dokonywania kradzieży w domach i okradaniu zwłok, a także do bardziej makabrycznych rzeczy (które być może były wynikiem długich tortur, więc gotowi byli przyznać się do wszystkiego), takich jak nekrofilia, spożywania ludzkich płodów oraz urządzania czarów przy pomocy skradzionych w kościołach przedmiotów. W trakcie tortur wskazali kolejnych wspólników i w efekcie 13 lutego 1607 roku dokonana egzekucji na siedemnastu osobach.

Atrakcje Ząbkowic

Ta sprawa odbiła się szerokim echem po całej Europie, opisywana była w gazetach, w Lipsku wydano kazania, które ząbkowicki pastor napisał z okazji zakończenia sprawy. Czy Mary Shelley inspirowała się tymi zdarzeniami? Prawdopodobne, że któryś z jej znajomych przeczytał o sprawie sprzed 200 lat i podzielił się z nią tą historią.

Ząbkowice Śląskie chętnie korzystają w promocji swojego miasta z tej zbieżności i co roku, w okresie letnim, jest organizowany Weekend z Frankensteinem oraz Potworny Zlot Motocyklowy na ruinach zamku.

Bezpośrednio ze sprawą związana jest kaplica cmentarna św. Mikołaja (obecnie Kościół Polskokatolicki pw. św. Mikołaja, położony przy ul. 1 Maja), którą to ponoć grabarze sprofanowali.

Będąc w Ząbkowicach warto również zobaczyć Krzywą Wieżę z XV wieku, nazywaną śląską Pizą, która mierzy 34 m wysokości i ma 2,14 m odchylenia od pionu. Co roku, w drugi weekend lipca, organizowane są Dni i Noce Krzywej Wieży.

Ziębicki Ojczulek Denke

Karl Denke, nazywany Ojczulkiem Denke, swój pseudonim zdobył dzięki życzliwości i chęci niesienia pomocy bliskim. Na jedynym, pośmiertnym, zdjęciu widać brodatego mężczyznę z szeroką twarzą. Urodzony w 1860 roku w Kalinowicach Górnych, już jako dorosły mężczyzna przeprowadził się do Münsterberg, czyli dzisiejszych Ziębic. Wynajmował pokój w swoim domu i trudnił się sprzedawaniem wyrobów mięsnych i innych drobiazgów na wrocławskim targu. Nikt nie przypuszczał jakie tajemnice skrywa ten człowiek.

Ucieczka Vincenta Olivera

20 grudnia 1924 roku Vincent Oliver, bezrobotny czeladnik, w poszukiwaniu pracy zawędrował do Münsterberg, gdzie spotkał Karla Denke. Ten zaproponował mu nocleg i pieniądze za napisanie listu, na co chwilowo bezdomny mężczyzna się zgodził. Ten wieczór mógłby być jego ostatnim, gdyby w ostatniej chwili nie odwrócił głowy do Denke, co pozwoliło mu usunąć się w bok i uniknąć śmiertelnego ciosu zadanego motyką. Uciekając skierował swoje kroki na posterunek policji, gdzie został potraktowany jak szaleniec. W końcu Herr Denke był szanowanym obywatelem miasta, ale spanikowany mężczyzna i ciężka rana, jaką mu zadano, w końcu przekonały policjantów do udania się na ulicę Stawową 10. Karl Denke został zatrzymany.

Makabryczne odkrycie

Kilka godzin po zatrzymaniu Denke powiesił się w celu na chustce do nosa, prawdopodobnie zdawał sobie sprawę z tego, że nie będzie w stanie bronić się przed dowodami, które u niego znaleziono. Mimo to policja nadal nie uważała go za winnego, a do jego domu weszli tylko w celu zabezpieczenia jego własność – ponoć funkcjonariusze wybiegli kilka chwil później i zwymiotowali.

W środku znaleziono zakrwawione ubrania powieszone w szafie, stos dokumentów należących do różnych osób, ludzkie kości obdarte z mięsa, kawałki kończyn, peklowane ludzkie nogi, mydła przygotowane z ludzkiego tłuszczu, a także wyroby (sznurówki, paski, kapcie) z ludzkiej skóry. Nie pozostały żadne wątpliwości – ukochany Ojczulek Denke był mordercą, kanibalem a w swoim domu urządził nie jedną rzeź. Znaleziono dowody na zabicie 21 osób, ale policja przepuszczała, że mogło ich być dużo więcej, jego ofiarami były prostytutki, osoby bezrobotne i żebracy, którym proponował nocleg i strawę. Wnętrzności topił w beczkach w stawie. W ogródku jego domu znaleziono ludzkie kości, najwcześniejsze pochodzące z około 1909 roku. Późniejsi właściciele domu znajdowali ludzkie szczątki w ogródku aż do lat 70.

Panika w mieście

Władze starały się wyciszyć sprawę, gdyż był to kolejny przypadek brutalnego kanibalizmu, który wyszedł na jaw w krótkim czasie. Mimo to w Ziębicach i okolicy wybuchła panika – ludzie nie chcieli jeść mięsa ani pić miejscowej wody (bojąc się zanieczyszczenia przez trupy). Przez panikę zamknęła się także miejscowa wytwórnia konserw Seidla, gdyż poszła plotka, że kupowali mięso od Denke.

Warto zobaczyć w Ziębicach

Ziębice istnieją od 1214 roku, więc sporo w nich zabytków. Dawny dom Karla Denke stoi nadal na ulicy Stawowej, zmienił się tylko numer – z 10 na 13, jest to posesja prywatna. Mieszkańcy Ziębic przez lata zapomnieli o sprawie, ale obecnie przykładają coraz więcej starań do tego, aby historia odżyła na nowo.

Będąc w mieście warto zobaczyć zabytkowe centrum miasta z Ratuszem, który pochodzi z XVI wieku. Oprócz licznych obiektów sakralnych, turystów przyciągają także mury obronne i ponad stuletni Park Miejski.

Sending
User Review
5 (1 vote)