Górny Śląsk to miejsce, które kojarzyć się może wielu osobom z kopalniami. Krajobraz wielu miast usiany jest szybami i budynkami kopalnianymi. Ponadto coraz częściej dawne obiekty industrialne zostają dostosowane do ruchu turystycznego. Dzięki temu możemy dziś zwiedzać między innymi zabytkowe kopalnie: Guido w Zabrzu oraz Kopalnię Srebra w Tarnowskich Górach. Są jednak pewne miejsca, wręcz magiczne, o których raczej się nie słyszy. Jednym z takich obiektów jest zatopiona kopalnia Bibiela Pasieki.

Rozwój górnictwa na Górnym Śląsku

XVIII i XIX wiek to wzmożony okres rozwoju górnictwa na terenach dzisiejszego województwa śląskiego. To właśnie w tym czasie szczególnym zainteresowaniem lokalnych przedsiębiorców zaczął cieszyć się region Tarnowskich Gór. Przeprowadzone badania wykazały całkiem spore pokłady złóż srebra, żelaza, cynku czy ołowiu. W szczególności w północno-wschodnich terenach dzisiejszego powiatu tarnogórskiego od połowy XIX wieku szukano rud żelaza. Wkrótce odkryto jedne z największych pokładów w Europie. Jak w 1927 roku pisał Jan Nowak, jeden z tarnogórskich kronikarzy: Ruda tamtejsza zawierała do 48% żelaza, a pokłady, raczej gniazda rudy leżą w połaci około 2 km. długości i 4-16 m. grubości co stanowiło jedno z najbogatszych pól górniczych w całej Europie. Nic też dziwnego, iż w krótkim czasie zaczęto tworzyć szereg szybów wydobywczych.

Mapka pochodzi ze zbiorów Dawida Szurgacza

W końcowych latach XIX stulecia z inicjatywy Hugo I Henckel von Donnersmarcka w regionie dzisiejszej wsi Bibiela utworzono dwie kopalnie: „Szczęście Flory” wydobywającą rudy cynku i ołowiu oraz „Bibielę” zajmującą się rudami żelaza. Wkrótce przemysł wydobywczy rozwinął się na tyle, iż w szczytowym okresie w kopalniach zatrudnionych było 700 ludzi. Wydrążone zostały 4 główne szyby – „Neptun”, „Nordsztern”, „Glück Auf” oraz „Klemens”. Najgłębszy z nich sięgał 60 metrów w głąb ziemi. Jednocześnie z Miasteczka Śląskiego pociągnięto linię wąskotorową, a na miejscu wybudowano liczne magazyny, płuczki, budynki administracyjne.

Niespodziewany kres kopalni

Właściciele kopalń w regionie tarnogórskim od samego początku borykali się z problemem napływającej wody. Z tego też powodu często po prostu zasypywano podtopione szyby. Jednak było to tylko połowiczne rozwiązanie. W 1788 roku do kopalni srebra Fryderyk specjalnie sprowadzono pierwszą na ziemiach polskich maszynę parową z Anglii. Był to niezwykle drogi wydatek, a przy tym maszyna ta stanowiła pierwszy tego typu obiekt na całym Starym Kontynencie! Przez następne lata żadnego innego właściciela kopalni nie było stać na zakup podobnego urządzenia. Jednocześnie zaczęto drążyć sztolnie, których zadaniem było skuteczniejsze odprowadzanie wody. Tak też powstała między innymi popularna dziś Sztolnia Czarnego Pstrąga.

W „Bibieli” między 1891 a 1909 rokiem dochodziło do czterokrotnego zalania wyrobisk. Zdecydowano się zatem na wydrążenie sztolni o głębokości ponad 90 metrów. Niestety również i ona okazała się niewystarczająca. Specjalnie zatem stworzono kolejną sztolnię o głębokości 70 metrów oraz sprowadzono 8 maszyn do wypompowywania wody. Następnie zostały one zastąpione najnowocześniejszymi pompami, których przepustowość wynosiła 29 m³ na minutę. Przez lata wydawało się, że uporano się z napływającą wodą.

Sądny dzień nadszedł jednak 17 czerwca 1917 roku. Około godziny 12:00 zauważono wdzierającą się do szybów wodę. Wezwane na miejsce służby techniczno-hydrologiczne po oględzinach stwierdziły, iż nie ma większego zagrożenia, a napływ wody powinien wkrótce ustąpić. Mniej więcej około godziny 14:00 górnicy usłyszeli tąpniecie, a następnie huk, po czym do wnętrza kopalni zaczęły się wdzierać masy wody. Co minutę do „Bibieli” przedostawało się ponad 38 m³ wody. Pompy oczywiście nie radziły sobie z taką ilością, przez co poziom wody drastycznie wzrastał. Na całe szczęście dzięki spadkowej charakterystyce szybów, wszyscy górnicy wydostali się na powierzchnię. Operatorzy pomp do samego końca walczyli z żywiołem, jednak i oni musieli dać za wygraną. W ciągu zaledwie dwóch godzin cała kopalnia znalazła się pod wodą. Utracono nie tylko wszystkie drogocenne maszyny i wyposażenie, lecz w ciągu jednej chwili ponad 700 osób pozostało bez pracy. W tym samym roku podjęto próby osuszenia kopalni, jednak okazały się one połowiczne, gdyż odzyskano tylko część zatopionego sprzętu, a woda okazała się znów niepokonana. Do dziś pod ziemią pozostała znaczna część wyposażenia górniczego.

Kopalnia dziś

Na miejscu dawnej kopalni powstał zespół stawów zwanych Pasiekami. Można zetknąć się tu zarówno z kilkoma większymi stawami, jak i licznymi sadzawkami. Doczekały się one własnych nazw jak „Morskie Oko” czy „Staw Rybny”. Ogromną zaletą tych miejsc jest ich różnorodność oraz wielobarwność, albowiem część stawów mieni się kilkoma kolorami. Mają na to wpływ oczywiście związki metali, które wypłukiwane są z dawnych szybów. Na miejscu zetkniemy się z pozostałościami dawnych budynków administracyjnych oraz łaźni. Tuż obok nich znajduje się rdzawa hałda górnicza. Kilka lat temu grupy płetwonurków podjęły się zbadania zalanych szybów, jednak po ponad 100 latach większość z nich okazała się zasypana przez drzewa i głazy.

W rejonie zatopionej kopalni wytyczono kilka tras rowerowych, dzięki czemu stała się ona o wiele bardziej dostępna dla ruchu turystycznego. Ponadto jest to wymarzone miejsce dla grzybiarzy, zbieraczy jagód czy po prostu miłośników przyrody.

Fot. Michał Strączek

Oceń artykuł
Sending
User Review
5 (3 votes)